Spowiadam się ogu wszechmogącemu i wam bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przeto błagam Najświętszą Maryję zawsze Dziewicę, wszystkich Aniołów i Świętych, i was bracia i siostry, o modlitwę za mnie do Pana oga naszego. WYZNANIE WIARY
bardzo zgrzeszyłem myślą, mową i uczynkiem: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przeto błagam Naj świętszą Maryję zawsze Dziewicę świętego Michała Ar chanioła, świętego Jana Chrzciciela, świętych Apostołów Piotra i Pawła, wszystkich Świętych i ciebie, ojcze o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego.
„Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina – Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa” Inną możliwością aktu pokutnego jest formuła litanijna składająca się z dwóch części. W pierwszej można skorzystać z propozycji podanych w Mszale Rzymskim lub nawiązać do wydarzeń danego okresu liturgicznego.
Świat skazuje Cię na śmierć, nawet świątynie w tak wielu miejscach są „dołami grzebalnymi”, w których pogrzebano Boga (Kard. R. Sarah). Mam marzenie, pragnienie dawanie Ciebie wszystkim. Dlatego idę dalej, z Tobą! A jeśli się zatrzymuję w miłości to jest moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina
siostry, * że bardzo zgrzeszyłem * myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem: Bijąc się w piersi mówią dalej: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przeto błagam Najświętszą Maryję, zawsze Dziewicę, * wszystkich Aniołów i Świętych * i was, bracia i siostry, * o modlitwę za mnie * do Pana Boga naszego.
Moja wina Moja wina Moja bardzo wielka wina! Zagubieni w dżungli miasta - moja wina Obojętność objęć straszna - moja wina Bez miłości bez czułości - moja wina Bez sumienia i bez drżenia - moja wina Bez pardonu wśród betonu - moja wina Na kamieniu rośnie kamień - moja wina Manna manna narkomanna - moja wina
Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam, bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową,uczynkiem i zaniedbaniem: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przeto błagam Najświętszą Maryję, zawsze Dziewicę, wszystkich Aniołów i Świętych i was, bracia i siostry, o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego.
O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas! O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna. O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!
Jakie grzechy odpuszcza modlitwa? Przedstawiamy najważniejsze informacje o spowiedzi powszechnej. moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przeto błagam Najświętszą Maryję, zawsze
Babcia wyznaje głośno w czasie Mszy św - Moja wina moja wina moja bardzo wielka wina Wnuczek jej wtóruje - Babci wina babci wina babci bardzo Babci bardzo wielka wina | Niedziela.pl Oceń: 0 0 Podziel się:
NQeQjw. „Ryba, drób, cielęcina lubią tylko białe wina” zaczyna się znana rymowanka, która miała pomóc początkującym kucharzom w wyborze wina do posiłku. Niestety, w kulinarnej rzeczywistości nie ma prostych zasad. Są tylko wskazówki i ostrzeżenia. Na butelkach można przeczytać o szkodliwości alkoholu dla kobiet w ciąży, ale nikt nie pomyślał o umieszczeniu na etykietach haseł następującej treści: Pomidory zrujnują smak tego wspaniałego Medoca lub UWAGA – chilli i salsa stanowią niebezpieczeństwo dla tego wykwintnego Cabernet prawda cielęcina à la Romana rzeczywiście, tak jak głosi rymowanka, lubi Frascati, ale już osso bucco podaje się tradycyjnie z czerwonym lekko kwaskowym Barbera d’Asti lub z innym włoskim winem czerwonym, ewentualnie z kalifornijskim Zinfandelem, a kurczaka diavolo – z chianti. Wybór wina zależy nie tylko od rodzaju mięsa czy ryb, ale i od sosu, przypraw, sposobu przygotowania i części mięsa. Nie pomijajmy też pory roku, naszego humoru i upodobań. Cielęcina to w końcu i eskalopki, i gicz cielęca, które bardzo różnią się smakiem. Zadaniem wina jest podkreślenie i dopełnienie smaku potrawy, a nie stwarzanie jej konkurencji lub, nie daj Boże, zagłuszanie delikatnej harmonii smakowej. A kuchnia, zwłaszcza dania wegetariańskie, powinny odpłacać tym samym. Cielęcinę z grilla lub pieczoną można podać zarówno z intensywnym smakowo winem białym, na przykład Pinot Gris z Alzacji czy białym Chateauneuf-du-Pape, jak i z czerwonym, na przykład Rioja (koniecznie oznaczona jako DOC, czyli Denominacion de Origen Calificada, lub chociaż DO, czyli Denominacion de Origen), Cote de Beaune, czy Pessac-Leognan. Czerwone wino przytłoczy jednak smak delikatnej cielęciny w sosie kremowym, tutaj lepsze by było Pinot Blanc lub Pinot Gris, czy też Chardonnay z Nowego Świata.„Wina z Nowego Świata” to nie tylko te z Kalifornii czy Australii, ale też coraz lepsze wina z Chile, Argentyny, Nowej Zelandii, południowych stanów USA i Południowej Afryki. Chociaż w porównaniu z siedmiotysięczną historią wytwarzania wina doświadczenie Kalifornii wydaje się skromne, okazała się ona szybką uczennicą i w kilku dziedzinach pokonała mistrzów. Wiele zmieniło się bowiem odkąd ojciec Junipero Serra zasadził pierwsze szczepy w Misji San Diego w 1769 roku. Nawet czternaście lat prohibicji nie mogło zrujnować nieuniknionej kariery, która czekała wina znad Pacyfiku. Chociaż Nappa Valley zrobiła największą karierę, wszystkie pięć regionów zasługuje na uwagę. North Coast (Północne Wybrzeże), Napa, Sonoma, Lake i Mendocino produkują rewelacyjne Cabernet Sauvignon, Pinot Noir, Merlot, Chardonnay i Sauvignon Blanc. Central Coast (Wybrzeże Centralne) to region od San Francisco do Santa Barbara, który słynie z Pinot Noir i Chardonnay, oraz świetnego Cabernet Sauvignon z gór Santa Cruz. Południowe Wybrzeże produkuje głównie Zinfandel i Chardonnay, a u podnóża gór Sierry na uwagę zasługuje właściwie tylko Zinfandel. Chociaż winnice Kalifornii zaczęły od naśladowania win z Bordeaux i Burgundii, prawdziwą karierę zrobiły kalifornijskie mistrzowskie wersje win reńskich. Obecnie można degustować też przeróżne wersje win włoskich oraz unikalne melanże. Trudno polecić tu konkretnego producenta. W Kalifornii nikt nie może „lecieć na opinii” i z roku na rok czołówka win kalifornijskich się zmienia. Teraz na topie znalazły się na przykład Peay Vineyards z Sonoma Coast, Silver Oak i Roessler z Alexander Valley, Eberle z Paso Robles, ale za parę lat nazwy te mogą pójść w zapomnienie lub nagle znaleźć się na półkach supermarketów obok dawnych świetności sprzed dwudziestu lat. Konkurencja jest coraz większa, nowy narybek z Chile bez skrupułów detronizuje w sosie opartym na czerwonym winie, osso bucco, czy pieczeń cielęca w sosie rozmarynowo-tymiankowym z pieczonymi pomidorami wymaga młodych win czerwonych, na przykład włoskiej Barbera’y (najlepiej oznaczonych DOCG, czyli Denominazione di Origine Contollata e Gerantita), czy też świeżego owocowego Gamay, Grenache lub kalifornijskiego Zinfandela (oczywiście czerwonego). Kurczak i indyk, tradycyjnie podawany z Chardonnay z Nowego Świata lub mieszanką Semillon/Sauvignon z Bourdeaux, jest też świetny zarówno z białym, jak i czerwonym Burgundem i Rioja Reserva. Czy ktoś ośmieliłby się podać białe wino do kurczaka w sosie wiśniowym lub do Pollastro in squaquacio, kurczaka po wenecku? Kurczak po wenecku to kurczak pieczony w czerwonym winie, siekanych pomidorach, namoczonych w gorącej wodzie suszonych prawdziwkach, pokrojonej w łódki cebuli, kilku ząbkach czosnku i listkach bazylii. Przesiąkniętego winem, grzybami, czosnkiem i bazylią kurczaka wyławia się z sosu i układa na półmisku, sos przecedza się i podaje w sosjerce. Trzeba więc unikać win czerwonych z bardzo dużą zawartością dobrać dobre wino do kaczki, która pieczona smakuje dobrze z mocnym winem czerwonym, jak na przykład Syrah czy Merlot lub z winem reńskim, chyba że przyrządzimy ją à la orange, wtedy wielbiciel białych win może ją podać z mniej wytrawnym winem z Bourdeaux, Sauternes i Barsac, a kaczka w pikantnym sosie mole jest też świetna z Petite którą tradycyjnie podawało się z czerwonym Bordeaux lub Burgundem, a włoskie agnello arrosto z Montepulciano d’Abruzzo, smakuje równie dobrze z Merlotem z Nowego Świata, zwłaszcza chilijskim, australijskim Shiraz i z dobrym głębokim Pinot Noir z Kalifornii lub Oregonu. To ostatnie byłoby nie do pomyślenia jeszcze dwa lata temu. No cóż, Pinot Noir zrobił ostatnio zawrotną karierę i zrobił się to największy „kameleon” wśród mięs. Pieczona lub grillowana bez sosów jest świetna z Pinot Gris i delikatniejszym, mało „dębowym” Chardonnay; jeżeli dodamy do niej smak wędzonki, bekonu lub przyrządzimy w sosie z czerwonego wina, lepiej będzie smakowała z Beaujolais, Tempranillo, Malbec (zwłaszcza z Argentyny) lub (to wersja dla odważnych) z południowoafrykańskim wołowe to oczywiście towarzystwo Merlot i Cabernet z Nowego Świata (osobno lub mieszane) i dobre czerwone Bordeaux, ale tylko to naprawdę dobre, zwłaszcza Haut-Medoc. Steki florentyńskie można podać z Chianti Classico Riserva ze szczepu Sangiovese (bez domieszek). Ale co zrobić kiedy na talerzu obok steku znalazł się homar lub krewetki?Największy wybór, wbrew popularnej opinii, mamy wybierając wino do ryb i owoców morza. Do białych delikatnych ryb najbardziej pasuje biały Burgund, Chardonnay, biały Pessac-Leognan (rewelacyjne Chateau la Luviere), Viognier, portugalskie Vinho Verde i wytrawny Riesling z Australii i Nowej Zelandii. Sama jestem wielką wielbicielką kalifornijskiego Viognier, zwłaszcza Viognier z Doliny Centralnej (mój ulubiony to Eberle), które pachnie jak kwiaty i ma zdecydowany posmak brzoskwiń, mimo iż jest to wino wyjątkowo wytrawne. Właśnie Eberle świetnie komponuje się z białą rybą w sosie z imbiru i kiwi. Wystarczy zredukować świeży sok pomarańczowy z odrobiną cukru i octu winnego, dodać imbir pokrojony w zapałki, znowu zredukować i dodać pokrojone w kostkę kiwi. Ryby o mocniejszym zapachu, jak na przykład łosoś świetnie pasują do bardziej aromatycznych win z Alzacji i do Pinot Noir z Nowego Świata. Nawet łagodniejsza ryba ugotowana w stylu Vera Cruz, czyli w pomidorach, oliwkach i papryczkach zdecydowanie stworzy lepszy tandem z młodym czerwonym winem. Ryba w panierce świetnie skomponuje się z Soave, Pinot Gris i białym Bordeaux. Ryba wędzona pasuje do wytrawnego alzackiego Rieslingu, Gewurztraminer lub Pinot Gris. Gewurztraminer z Nowego Świata zbyt często jest jednak słodki i zdecydowanie nie jest wart polecenia. Najłatwiej podać wino do skorupiaków, które na ogół dobrze komponują się z winem musującym i szampanem. Tutaj trzeba jednak wybierać bardzo ostrożnie. Bo szampan to pułapka. Każdy bowiem wyobraża sobie że francuski, najprawdziwszy Champagne będzie smakował tak jak Champagne smakować powinien. Jednak i tu można się nieźle nabrać. Dobry Champagne do ostryg czy kawioru to brut (czyli mniej niż 15g cukru w liqueur d’expedition), a nie sec, który mimo obiecującej nazwy ma już 17-35 gramów. O demi-sec’ach już nawet nie wspominam. Jeżeli już zdecydujesz się kupić Champagne, trzymaj się sprawdzonych marek, takich jak Taittinger, Mercier Brut, Pommery, Veuve Clicquot, Laurent Perrier, Piper Heidsieck, Perrier Jouet, Mumm Cordon Rouge, Bollinger, Moet Chandon czy mój ulubiony Louis Roederer. Zakup dobrego włoskiego Prosecco czy hiszpańskiej Cava nie oznacza, że będziemy cierpieć na brak dobrego Champagne’a w popularnym tego słowa znaczeniu. Dobra Cava brut ze szczepów Xarel-lo, Macabeo, Parellada i Chardonnay może być naprawdę wielkim winem musującym. Wina musujące świetnie pasują też do dań z jaj (jajka po benedyktyńsku) i do owoców takich jak wspomnieć o winach deserowych. Niestety. jestem tu bardzo stronnicza i niesprawiedliwa. Bo nic nie pobije portugalskiego (lub południowoafrykańskiego) porto pitego z połówki melonu. Przekonajcie się OZ Clarke’s Wine Advisor, Oz Clarke, Western International Publishers, Little, Brown & Company, 1998 Savoring Tuscany, Lori de Mori, Williams-Sonoma, 2004 France: a Coulinary Journey, Alexandra Michell, Collins Pub San Francisco, 1992 California, Janet Kessel Fletcher, et al, Williams-Sonoma, 2000Zdjęcia z serwisu
zapytał(a) o 21:09 moja wina , moja wina , moja bardzo wielka wina ... :( wesprzesz mnie ? dzisiaj kumpel , bardzo dobry kumpel , zadzwonił do mnie czy pojerzdzę z nim na motorze niestety musiałam odmówić bo spotkanie z księdzem ( przygotowanie do bierzmowania ) no i on sam pojechał , 2 godziny później dzwoni do mnie jego mama , że Andri miał wypadek i jest w ciężkim stanie to było ok. przyznam , że zaczęła się modlić , żeby przeżył operację , a o 20 .30 dowiedziałam się że nie żyje ... do tej pory nie dotarło do mnie co się stało to moja wina , moja , bo z nim nie pojechałam ( gdybym była z nim , to by jechał wolniej ...) to moja wina . moja wina , moja bardzo wielka wina ...ja sobie tego nie wybaczę , to prze zemnie , moja wina , moja , moja moja wina TO TYLKO MOJA WINA :( ja sobie tego nie wybaczę , nie daruję sobie ... MOJA WINA :( :( :( :( :( ja czuję się okropnie , , mogłam z nim jechać , to prze zemnie , jestem nienormalna , to tylko spotkanie do bierzmowania ... gdzybym je opuściła , to on by żył :(( sorry za błedy , ale cały czas płaczę i praktycznie nie widzę liter ...mam ochotę się zabić i być teraz z Andrzejem [*] Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2010-06-15 21:42:17 Odpowiedzi Mewuśś odpowiedział(a) o 21:20 Kurde, aż się zamartwiaj sie tak, to nie jest twoja wina, nie mysl sobie, że jak byś tam była to by było inaczej, to tylko pogarsza sprawę. Spokojnie ochłoniesz, ale współczucie się należy, bo nie jest tak łatwo się pozbierać ;( blocked odpowiedział(a) o 21:47 Naprawdę nie wiesz jak bardzo Ci teraz współczuję. Przykro mi bardzo, ale niestety musisz się z tym pogodzić, wiem że to trudne, ale innego sensownego wyjścia nie ma... I nie obwiniaj się, bo to sprawi, że będziesz chciała popełnić samobójstwo, a tego nie polecam, w końcu jeszcze tyle życia przed Tobą. Na pewno dojdziesz do siebie po jakimś czasie, lecz będzie to dla Ciebie bardzo trudne. Na Twoim miejscu poszukałabym wsparcia w znajomych, żeby pocieszali Cię w trudnych chwilach i byli z Tobą jak najczęściej. Jeżeli chcesz się wyżalić, możesz napisać, a ja podam Ci moje GG, myślę, że zrobi Ci się lepiej na sercu. lena002 odpowiedział(a) o 21:11 nie obwiniaj się nie moglas tego wiedziec, kazdy ma swoje zycie , powinien je szanowac a nie narazac blocked odpowiedział(a) o 22:01 nigdy nie wiesz, co by się wiadomo, czy jechał by wolniej i czy by nawet mogłabyś z nim zginąć i by były 2 ofiary, a nie jedna. [*]nie obwiniaj się, bo nie jesteś winna. po prostu nie spodziewałaś się tak strasznego ran potrwa jeszcze długo, ale jedyne co teraz możesz zrobić, to modlić się o jego dobre życie w niebie . ;(współczucia. wiem co możesz przeżywać. śmierć osoby bliskiej to coś okropnego. rok temu miałam taki sam przypadek, to nie był taki bardzo bliski kolega, ale to jednak osoba, którą znałam i trzymaj się. <33 bd. dobrze."Tylko czas zagoi rany"Nie zabijaj się! To najgorsze rozwiązanie. ;([*] [*] [*] [*] [*] [*] roksi_3 odpowiedział(a) o 21:25 jezu współczuję Ci , wiem jak się czujesz. blocked odpowiedział(a) o 22:03 To nie jest twoja chciał go wziąć i się bo ciebie nie chciał tym myślisz że Andrzej zginął dlatego że jechał za że on nie jest rzeczy się złożyła na nawet nie było tam nadmiernej to mówić ale może tak miało za pół roku dostał by raka i się męczył wiesz co by wiesz więc nie możesz za to decydować i to na pewno nie twoja że na pewno nie jesteś ani ty ani ja powołani do tego żeby móc decydować o czyimś życiu i nie masz dość mocy żeby wziąć odpowiedzialność za siły życia i śmierci to tym bardziej nie jesteś powołana do tego by ponosić za to jesteś właścicielką czyjegoś życia więc nie możesz ponosić winy za to co się z nim jesteś cudotwórcą więc nie bierz poczucia winy za coś nad czym nie mogłaś panujesz nad śmiercią wiec się nie dla Andrzeja będzie jak skupisz się na nim a nie na sobie i swoim z księdzem jakimś to ci podpowie co można zrobić dla zmarłych jak silne uduchowienie pomaga przeżyć taką znałem Andrzeja ale myślę że nie chce abyś się winiła i chyba byłby szczęśliwy tam gdybyś sobie twoje cierpienie nie wiele że ta sytuacja może cię wiele nauczyć i najlepsze co możesz dla niego zrobić to tego nie zmarnować. nie przejmuj się , to nie twoja wina ! kasia135 odpowiedział(a) o 21:11 nie obwiniaj sie to przypadek skąd miałaś wiedzieć co się stanie o jezu... straszne ale to nie twoja wina ... tak zabila bys sie z nim :(((( ! ;( [*][*][*] ;( Współczuję ja jak bym straciła też bym chyba umarła...[*] przecież nie mogłaś wiedziać co sie stanie jak byś z nim pojechała to na pewno byś też zgineła :(nie przejmój sie tak bardzo bo to nie jest twoja wina :) to nie jest twoja wina , wiem że twoja podświadomość tak mówi , ale to nie przez ciebie . on napewno by cię za to nie obwiniała .. bardzo ci współczuję . . . stało się i się niestety nie odstanie .. :( no to może nie była twoja wina... blocked odpowiedział(a) o 21:43 To nie twoja wina.! Każdego życie toczy sie inaczej ;( [*][*][*][*][*] A Bóg tak chciał. Wg. mnie to jest dla cb przestroga... blocked odpowiedział(a) o 21:43 ...Nie obwiniaj się.. Każdy kiedyś musi umrzeć - wiem, nie musiał , akurat w taki sposób . Ale cóż.. jakbyś jechała z nim byście oboje zginęli?Współczuję ;cc Współczuje ci ! mi też zmarł tak kolega [*] i wiem co to ból . ! Spytał mnie o chodzenie ale ja odmówiłam i wtedyy wsiadł na motor i pojechał ! a za 3 godz .dowiedziałam się że nieżyje : (Ale cóż ! musze sie z tym pogodzic blocked odpowiedział(a) o 21:46 Współczuję Ci [*]Ale to nie Twoja wina :)Powiem SZCZERZE, że jeśli wirzysz w Boga to mu zaufaj ;)Tak miało być i powiem Ci nawet, że WIEM, iż prędzej czy później to by się stało :((Może w inny sposób, ale również bolesny ; (Ja nie straciłam kolegi, ale znajomego...Miał dopiero 17 lat, śliczny, młosy, cudowny..Też zabił się na motorze, ale niestety na miejscu, nie było szansy na operację, zmarl po zderzeniu się z (może i śmieszne, ale dla mnie bolesne) z latarnią ;((Zaufaj, a będzie dobrze ;*3mam za Ciebie kochana ;* Nie zabijaj się.. To nie ma sensu :)) *: ` Współczuję ! T_T , alę to niie twoja wina , właściiwie to niie wiiem co cii jeszcze mam napisać ; //.. Niie obwiniaj się tak o to , ALE NIIE , NIIE ZABIJAJ SIĘ / ! / blocked odpowiedział(a) o 21:49 Może cię nie pociesze ale tak widocznie musiało być...po prostu Bóg tak chciał i nic nie zrobisz trzeba żyć dalej ... kiedyś na pewno się nim spotkasz tam na górze...i nie obwiniaj siebie bo to nie twoja wina... Pati xP odpowiedział(a) o 21:50 Współczuje Ci bardzo.. :(:( nie chciała bym tak mieć słOodŹa odpowiedział(a) o 21:54 spokojnie to nie twoja wina ale bardzo współczuje;( Gryzoń# odpowiedział(a) o 22:11 Na prawdę Ci współczuję :(Wiem że jesteś w bardzo ciężkiej sytuacji,ale nie należy odbierać sobie przykre :( wiem co czujesz...to nie twoja wina, naprawdę... blocked odpowiedział(a) o 19:09 wiem że tak to wygląda...ale to naprawdę nie jest twoja wina :+nie wiadomo czy by żył... może wgdybyś była z nim to terza twoja matka płakaby na twoim pogrzebie...albo leżałabyś w krytycznym stanie w szpitalu czekając na poważną operację kręgosłupa albo coś takiego"to nic kiedy płyną łzy..." blocked odpowiedział(a) o 21:12 kurde laska wiem ,że trudno Ci się z tym pogodzić ,ale weś się ogarnij. to nie twoja wina. Gdybyś znim jechała może zginelibyście razem? Nie obwininiaj się. Musisz z tym żyć dalej i nie rób nic głupiego! MASZ ODEMNIE RADE . MÓW SOBIE CIĄGLE : TO NIE JEST MOJA WINA . ;( Współczucie . blocked odpowiedział(a) o 21:53 każdy by tak się czuł na twoim miejscu i ci współczuję-każdy to ci pisze a tak naprawdę nikt z nas nie zna tego uczucia;(Wiesz co może gdy jechał myślał sobie o tobie że cię lubi i się zamyślił za bardzo o tobie i za dużo gazu dodał;(( wiem nie pomogę ci zbyt w tym ale pamiętaj jedno on zawsze będzie o tobie pamiętał!nie obwiniaj się i nie zabijaj się! on na pewno teraz tam w niebie o tobie myśliwidocznie Bóg tak chciał. a zastanów się jakbyś z nim pojechała i by też się wywalił i on by nie przeżył a ty byś przeżyła! Byś się obwiniała że po co z nim jechałaś? Dasz radę! Odwiedzaj go na cmentarzu i módl się o niego żeby było mu tam lepiej! Rozmawiaj z nim przez modlitwę pozdrawiam Uważasz, że ktoś się myli? lub
To chyba jednak coś ze mną jest nie tak...a ostatnio wszystko wyprowadza mnie z równowagi i to w ekspresowym tempie...pewnie sama jestem sobie winna,nie wiem...ale wiem,że jak szybko coś się nie zmieni,to może być różnie :( Początki deprechy? Chyba :( Tak często wybucham a jeszcze częściej popłakuję :( Stary dobija mnie...nie dość,że od dawna nie żyjemy jak młode małżeństwo, cholera my dopiero "świętowaliśmy" 5tą rocznicę ślubu, a żyjemy jak byśmy od dawna byli sobą znudzeni,a może nawet już się nie kochali...a nawet waham się,czy my w ogóle kiedykolwiek się kochaliśmy...a już napewno z Jego strony nie widzę tego :( Bo jak można kochać kogoś i mówić,że gdybym powiedziała Mu wynoś się,to wyszedłby i nie wrócił więcej, albo jak trzeba być bardzo złym na osobę,którą się kocha by nie złożyć Jej życzeń w urodziny :( Boli mnie to strasznie,bo uważam,że przy okazji urodzin była okazja,by podejść przytulić i powiedzieć,że nie chce się kłócić,nie w taki dzień...wspominałam,że ostatnio płaczka jestem? No to znów ryczę jak bóbr ;( Boże jak pomyślę,jak mój Szwagier jest za moją siostrą,jaką u Nich (a przede wszystkim z Jego strony) czuć chemię...jak byli ostatnio to aż w dołku mnie ściskało,gdy widziałam jak On Ją traktuje...a są 13 lat po ślubie...może Ona lepsza dla Niego i zasługuje na takie traktowanie? Może...a może to On jest inny, bo tysiące razy widziałam jak Ona zjebie Go przy Kimś za byle pierdołę a On załagodzi sytuację...co mój by zrobił? Zjebałby mnie przy wszystkich,za karę,że śmiem przy Kimś zwracać Mu uwagę ;( że nie dodam,że mojemu Szwagrowi nie trzeba mówić,co ma robić,bo On wie,co jest do roboty-wie ile roboty przy dziecku (najmłodszym),wie o ile rzeczy trzeba zadbać przy starszych (prawie już nastolatkach),wie ile jest pakowania rzeczy gdy wracają do domu..a już w ogóle pominę fakt,że moja siostra 3ciego dziecka nie planowała,ale tak wyszło..chwila zapomnienia...u nas nie bywa takich chwil...zresztą w ogóle nie ma już nic,nawet już nie przytulamy się,al Jego buzi po przyjściu z rpacy to ledwo muśnięcie mojego policzka...wiele razy zwracałam Mu uwagę,że mógłby w ogóle nie całować mnie,bo w ten sposób,to tylko sprawia mi przykrość..poza tym najczęściej nie ma Go,a jak jest to późno i zje (czy czasem nawet coś pomoże przy kolacji,bo wiadomo,sam też korzysta,więc ostatecznie obierze od większego święta np ziemniaki) a potem weźmie Igo do pokoju a sam legnie na łóżku,co z tego,że my kończymy z Kubą kolację sami albo Kuba biega od Niego do mnie i z powrotem,On przecież zajmuje się Igorem...co z tego,że najczęściej Igo po krótkiej chwili znudzony siedzeniem z Tatą wgapionym w TV wraca do mnie,a ja nie wiem jak zjeść z Krzykaczem na kolanach,czy pozmywać stosy naczyń,co z tego...Tata zmęczony! Dobrze,że Mama nie...najczęściej nie mamy zbyt dużo czasu pogadać,a jak już gadamy o budowie najczęściej to On neguje wszystko co ja mówię,co z tego,że prędzej,czy później sam dochodzi do podobnych wniosków - jak było z dachem czy oknami...zanim dostaliśmy kredyt ale wszystko było na dobrej drodze powiedziałam kiedyś,że gdyby pogoda pozwoliła i była już kasa to może udałoby się jednak na gotowo przykryć dach a nie zostawiać jak teraz tylko papą przykryte,czy okna zabite - ale nie,On od razu stanowczo odpowiadał "nie, napewno nie da się,bo nie będzie pogody ani fachowców się nie znajdzie"..nie chcę już podkreślać,że kończyłam organizację budownictwa bo już nie o to chodzi,ale może tym bardziej boli,Jego reakcja...co z tego,że za jakiś czas sam na to wpada...On to od pewnego czasu to najchętniej nic by nie robił...a jak wracał po budowie (gdy pracował z murarzem na naszej budowie) to od razu zaznaczał (oczywiście nigdy nie mówił tego tak,by ktoś poza mną słyszał) "nie spodziewaj się,że coś Ci pomogę"...a i teraz gdy budowy jako takiej nie ma chwilowo ale jeździ tu czy tam to (tak jak to dziś było) dzwoni i mówi "zrób tak,by o 20 dzieci były wykąpane i po kolacji,by On mógł iść spać o normalnej porze"...co z tego,że obecnie chłopaki chorują i co trochę mam podawać leki i muszę (o zgrozo!) walczyć z inhalowanie...bo o ile Kuba pięknie znosi wszystko, o tyle Młodszy jak ma być inhalowany,to dostaję białej gorączki,bo On nie usiedzi tych 10minut z maseczką :( Boże co ja się namęczę z tym :( Dobrze,że chociaż ostatnio lepiej śpi w dzień,wiadomo,dokucza Mu gorączka,więc chętniej i szybciej zasypia...wtedy mam względny spokój...względny,bo wtedy najczęściej są spięcia ...z Mamą...wspominałam,że jestem ostatnio mega zmęczona? Mogłabym z Jej pomocy skorzystać? No mogłabym,tyle,że nie chcę...a to dlaczego? Bo najczęściej mam wrażenie,że Ona pomaga mi bo albo chce móc kontrolować sytuację,albo przyjdzie mi pożałować...taka sytuacja: Igo lubi chodzić do pokoju mojej siostry i wyrzucać wszelkie książki z regału na podłogę,sprzątanie przy Nim,to syzyfowa praca,więc jedyne co mogę zrobić,to zabrać Go stamtąd,by ograniczyć straty...a sprzątnąć w wolnej chwili (czyt. jak Najmłodszy śpi)...i np gdy ja zajmę się czymś innym wchodzi do tegoż pokoju moja Mama i sapie,niby nie opierdala mnie,ale ja Ją na tyle znam,że wiem co myśli,nawet,gdy nie mówi nic...ja czuję się jakbym co najmniej kazała Mu to robić (albo przynajmniej pozwalała na to...a jakby na to spojrzeć,to może ja pozwoliłam na to...bo Kuba wszedł do tamtego pokoju po coś,gdy ja coś w kuchni gotowałam i Igo zaraz za Nim i zanim poszłam po Młodszego to chwila minęła,a potem nieskutecznie zamykałam drzwi do pokoju tegoż,bo jakoś Młody wchodził tam i poprawiał robotę...albo inna sytuacja,również z dzisiejszego dnia: Igo panicznie boi się kąpać (tak wiem,pewnie ja czymś zawiniłam wcześniej,ale cóż mi świadomość tego da? przecież wiem,że musiałam jakoś zrazić Go do wanienki,kąpania itd itp) więc kąpanie to droga przez mękę i ostatecznie myję Go na szybciocha i praktycznie poza wanienką,bo tak kręci się,że ledwo utrzymuję Go trzymając jedną ręką a drugą myjąc więc po kąpaniu jest mocno nalane w łazience...dodam,że na czas kąpania rozkładam na podłogę (na dywanik) ręcznik,służący do tego celu no i po kąpaniu chłopaków (całej 3ki) ten ręcznik jest meeeeeeeeeega mokry (myli się ten,kto myśli,że przecież po to ten ręcznik jest!) no i co moja mama robi? Opierdala mnie,że jak nalane jest...dziś trafiła się okazja ZNÓW wyjasnienia Jej wszystkiego...a zaczęło się od tego,że Kuba znów nie dał Jej w niczym sobie pomóc i strzelał miny do Niej...wiem,że to ZNÓW moja wina,bo On słyszy setki naszych kłótni no więc dziś gdy kolejny raz czymś Jej sie naraził i Ona znów była dla Niego potwornie niewyrozumiała (a ja znów odczułam,że Ona traktuje Go dokładnie tak samo oschle jak mnie) i wtedy musiałam odzwać się,że po 1sze to dziecko ciągle małe,więc mogłaby byc bardziej wyrozumiała i mniej lodowata i powiedziałam,że nasze kłótnie nie pomagają Mu inaczej Ją traktować a Jej notoryczne zwracanie mi uwagi czy nasze spięcia jak ta o książki czy "dywanik perski" w łazience nie poprawiają sytuacji...myślałam,że dotarło coś nie co...myliłam się...to,że nie mówiła nic,to nic nie znaczyło...wieczorem,gdy kąpałam Najmłodszego zawołałam Ją,by zobaczyła jak to wszystko wygląda,na co Ona usiłowała pomóc (zabawiać Go,co na nic się zdało...sama wcześniej próbowałam zainteresować Go ośmiorniczkami do kąpieli) i gdy mimo tego,że widziała na własne oczy jak to wygląda skomentowała,że narozlewane jest to znów starłyśmy się,bo "jak Ty nie chcesz,żebym Ci pomogła" na co ja "przecież właśnie mi pomagałaś i co,tak samo wyszło,jakbym była w łazience sama ,jak zwykle bywa" (aaaaaaaaaa zapomniałam dodać,że ja zwykle po wyjściu naszej 4ki z łazienki wycieram podłogę a jeśli "dywanik perski" mocno mokry to zabieram go na suszarkę,nie to,że zostawiam syf w łazience!)...no niestety moja Mama musi o wszystko się czepiać...tylko mnie :( I gdyby nie to,że teraz znów nie odzywa się do mnie,a drzwi do pokoju mam szczelnie zamknięte,to gdyby szła do łazienki to nie omieszkałaby wejść i skomentować,żebym już komputer wyłączyła i jeszcze o zgrozo lampkę mam zapaloną "jak Ci nie szkoda prądu, ja chcę tylko nauczyć Cie oszczędności"...osz normalnie nóż mi się w kieszeni otwiera...ja naprawdę gasze niepotrzebne światła,albo wyłączam TV gdy nikt nie ogląda...ale bez przesady,że teraz nie będę z niczego korzystać...zresztą Oni (Rodzice na dole) chyba więcej TV oglądają niż my...albo już notorycznie bywa,że zwraca mi uwagę,że o złej porze robię pranie: a to za późno,bo wcześniej możnaby było wynieść na podwórko, a to nie w ten dzień,bo teraz akurat pada ....a w inny dzień można by było wynieść na dwór.. Podsumowując...Z M albo nie widzimy się,albo nie rozmawiamy albo szybko dochodzi do spięć,przez to jak obcy jesteśmy dla siebie, Mama co dzień ma tysiące uwag do mnie...a potem gdy dzieci dokuczą mi - nie dadzą nic zrobić,bo tylko mojej uwagi chcą,czy Kuba jest nieznośny i np pyskówki urządza to nerwy mi puszczają...i do tego jak pomyślę,że dla mojego Męża raczej nic nie znaczę...to aż serce pęka i huśtawki od płaczu do furii są częste :( Ale może to moja wina...