Witam, znalazłam to forum przypadkiem, szukając w necie odpowiedzi na swoje problemy. Postanowiłam opowiedzieć Wam trochę o sobie, może znajdzie się ktoś kto dałby mi jakąś wskazówkę, poradę jak przejść przez rozwód (wniosłam o rozwód z orzeczeniem winy męża, jestem już po pierwszej rozprawie) a także jak sobie poradzić w życiu teraz i potem. Etap smutku nie będzie trwał zawsze. Po zaakceptowaniu emocji trzeba spróbować z nimi walczyć. Dać im upust. Sposobów jest bardzo wiele. Żeby poradzić sobie z rozstaniem, pomocne będzie napisanie na kartce swoich odczuć, pisanie bloga, wierszy. Wszystko, co pozwoli wydostać się uczuciom na zewnątrz. Pięć wskazówek terapeutów, jak ruszyć z miejsca i być szczęśliwą po rozwodzie lub rozstaniu. W rozstaniach najtrudniejsze jest powiedzenie sobie "dość" - mamy kilka wskazówek jak i dlaczego powinnaś to zrobić i zamknąć ten rozdział. Życie po rozwodzie. Tak jak w tytule czytacie nie mogę poradzić sobie po rozstaniu z dziewczyną. Kocham ją bardzo, czuje że to ta jedyna kobieta, zawsze byłem dla niej dobry. Pomagałem jej w pracy, chodziłem Mam problem, z którym nie potrafię sobie poradzić. 2 lata temu grając w gre internetową poznałam chłopaka. Dużo rozmawialiśmy, graliśmy, spędzaliśmy ze sobą bardzo dużo czasu, ale przez internet. On mieszka 150km ode mnie. Zaproponował spotkanie. Od dawna byłam osobą, która nie wierzy w siebie, n Daj sobie czas, dużo czasu, na dojście do siebie. Zranione uczucia to poważna sprawa. Nie przejmuj się więc tym, że nie masz nikogo, albo że po rozstaniu nie możesz nikogo znaleźć. Nic na siłę, spróbuj nauczyć się być sam/a, a w odpowiednim czasie znajdzie się ktoś godny Twojego zainteresowania i znowu będzie fajnie! :) Nie ma jednej recepty na to, jak żyć po rozstaniu. Jest jednak szereg rzeczy, które warto robić dodatkowo, poza podjętym leczeniem, aby pomóc sobie wyjść z depresji po rozstaniu. Przede wszystkim pozwól sobie na smutek po rozstaniu i przeżywanie trudnych emocji. Duszenie ich w sobie tylko rozciąga proces leczenia w czasie. Objawy bólu po rozstaniu przypominają zawał, ale nie są związane ze zmianami miażdżycowymi, lecz z silnym stresem o podłożu emocjonalnym. Naukowo nazwano je syndromem „ złamanego serca ” (broken heart syndrome). Ta jednostka chorobowa została po raz pierwszy opisana przez japońskiego lekarza Hikaru Soto, który nazwał ja Słuchaj siebie. Ważne jest, aby słuchać siebie i swoich potrzeb po rozstaniu z partnerem. Możesz rozważyć wdrożenie nowych planów, takich jak podróże lub zmiana pracy, aby pomóc Ci się poczuć lepiej i znaleźć nowe cele. Rozstanie z partnerem może być trudnym doświadczeniem, ale istnieją sposoby na radzenie sobie z tą sytuacją. Przede wszystkim pojawić się mogą takie oznaki, jak: niemożność zebrania myśli, powiedzenia czegoś sensownego, wysnucia logicznych wniosków itp. Osoba z uczuciem pustki w głowie żyje w chaosie, nie może zebrać myśli, jest zaniepokojona, zalękniona ale i może być drażliwa, wybuchowa. 3. DiQH. To był sierpień... wakacje, a właściwie ich koniec. Jak prawie każda 17-latka chodziłam na imprezy, przyhaczałam kolesi, no ale żaden nie wpadł mi na dłużej w oko, a tym bardziej w serce. Poznałam chłopaka przez internet, był ze wsi obok mojego miasta. Poznaliśmy się już w tym samym dniu i było super. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się, po prostu czułam, że przypadliśmy sobie do gustu. Chciałam go poznać bliżej, on mnie także, ale niestety bez powodu (tak mi się wydaje) jeszcze przed końcem wakacji wszystko zniknęło. On się nie odezwał, ja też nie miałam ochoty się godzić czy przepraszać za coś, czego nie zrobiłam, bo nic takiego nie zrobiłam, wszystko było OK, ale jednak coś... po prostu nie wyszło. Trudno. Dokładnie 2 miesiące później napisał, czy o nim nie zapomniałam i spotkaliśmy się już tego samego dnia. To było głupie! ;d;d ale... zrobiliśmy to;)) Czy to wspominam miło? To nie ma żadnego znaczenia. Próbuję jedynie zapomnieć o tym. Ale kontynuując... spotykaliśmy się nieregularnie przez 3 następne miesiące (październik, listopad grudzień). Miałam czasem wrażenie, że to miłość, chociaż nikt o tym głośno nie powiedział. Zazwyczaj to wyglądało tak, że ja wiedziałam po co idę, a on wiedział po co przyjeżdża (robiliśmy to zawsze w samochodzie). Było to monotonne, ale ja chodziłam do szkoły, a on i do szkoły, i do pracy, więc w ogóle fajnie, że znajdywał ten czas późnym wieczorem, ale znajdywał. Był jak marzenie. Czy byłam zakochana? Bardziej zaślepiona. Czułam się zagubiona i chyba zaczęłam to traktować poważnie. Pod koniec roku wyjechałam do babci, niedaleko, na chyba 2 dni, a gdy przyjechałam, dowiedziałam się, że ten chłopak ma już inną. Nie ucieszyłam się za bardzo z tego powodu, spytałam go co z nami? A on powiedział, że nie było nas. Pytałam, jak mógł mi to zrobić? (Cokolwiek to dla niego wtedy znaczyło). A on odparł: przecież nic ci nie obiecywałem. W sumie to miał rację, bo ja nie przypominam sobie, żeby mi coś obiecał, aczkolwiek straciłam go (kimkolwiek dla mnie był albo nie był znaczył coś dla mnie i dla mojego serca. Potrzebowałam go). Trudno. Poddałam się. Nie walczyłam, bo po co kogoś zmuszać ;/ Bez sensu. Na początku stycznia poznałam chłopaka xxx już na początku dał mi do zrozumienia, że mnie kocha i nie może beze mnie żyć. Pokochałam go i ja. Jestesmy obecnie razem, ale nie widzieliśmy się dość długo, przynajmniej z tydzień, może więcej. Nie wiem, co robić. Z dnia na dzień powstają nowe dylematy, żeby zakończyć ten związek, że nie ma sensu przedłużać tego, że pewnie ma inną, że mnie już nie kocha, a on wczoraj dzwonił i zapewniał, że nic się nie zmieniło, że mnie wciąż bardzo kocha. Nie wierzę chyba w to, co mówi. Jakby tak było, to by mnie pragnął ponad wszystko. I niby tak jest, bo gdy jesteśmy razem to najchętniej by mnie zatrzymał na zawsze. Planuje ze mną przyszłość, ale nie rozumiem jednego. Dlaczego nagle, a może z czasem, stał się dla mnie taki oziębły. Kiedyś wysyłam SMS-y, dzwonił co chwilę, a teraz ani SMS-a, a dzwoni tylko wtedy, gdy to na nim wymuszę, i to z wielką biedą... coś jest nie tak, czuję to, ale nie wiem co. Kocham go i gdy dziś robiłam obiad, a byłam sama w domu i puściłam sobie radio, leciała piosenka IRA "Nie daj mi odejść", i się mi chciało ryczeć, jak pomyślałam, że muszę to zakończyć. Do teraz się nie odezwał od wczoraj i wiem, że tego nie zrobi, dopóki ja nie napiszę mu, by zadzwonił; koniec. Mam nadzieję, że to nie była najgłupsza historia. Czekam na wasze komentarze. A tę piosenkę wysłał mi, zanim zaczęliśmy chodzić ze sobą :))) D Bomb Oczy pełne łez. witam. jak ja mam sobie poradzic po rozstaniu. narzeczony zostawil mnie i nasze 3 miesieczne dziecki 4 miesiace przed slubem twierdzac ze ma mnie dosyc. jest mi ciezko. zawsze dbalam o niego o caly dom. bardzo mi zle KOBIETA, 29 LAT ponad rok temu Psychologia Psychoterapia Rozstanie Dołączył: 2012-04-01 Miasto: Poznań Liczba postów: 463 23 lutego 2013, 23:36 Dziewczyny nie potrafię poradzić sobie po rozstaniu z facetem w którym zakochana byłam na zabój. Związek trwał blisko 3 lata, przetrwał moją depresję oraz 20kg nadwagi, które zrzuciłam razem z Vitalią. Gdy odchodził zapewniał, że nadal mnie kocha, jednak z powodów, którymi nie mogę się podzielić nie możemy być razem. Mam jednak wrażenie, że z jakiegoś powodu mnie nienawidzi i to również bardzo mnie boli. Biorę psychotropy, środki uspokajające i nadal czuję tą bezsilność i stratę mężczyzny, który był dla mnie całym życiem. Ledwo powsrzymuje się, żeby nie pisać, nie dzwonić, nie iść tam - bo wiem, że to nie ma sensu, ale tak strasznie tęsknię. Najgorsze są poranki, gdy trzeba zacząc nowy dzień bez Niego. Jutro mijają dwa tygodnie od rozstania. Kiedyś będę musiała znowu zacząć żyć, wychodzić no i przede wszystkim odstawić leki. Boję się wpędzić w kolejną depresję (chociaż w sumie już mam znowu zdiagnozowane stany depresyjne), ale nie czuję się na siłach, żeby już normalnie któraś z Was przeżyła podobną traumę i może mi podpowiedzieć po jakim czasie sytuacja zaczyna się stabilizować, kiedy dobre rady typu "wyjdź do ludzi", "zacznij myśleć o sobie" zaczynają być wprowadzane w życie? Dodatkowo czuję się odpowiedzialna za każdy zły moment związku. Ciągle myślę, że jestem (już nie mówiąc o tym, że byłam!) za gruba, nieatrakcyjna, nudna i do tego mam kompleksy, że może i w łóżku nie dostawał tego co oczekiwał? Nigdy nie chciałam Go ranić, ale może swoją postawą zakompleksionej grubaski to robiłam? Dołączył: 2011-02-16 Miasto: Gdańsk Liczba postów: 3775 24 lutego 2013, 23:38 Mycella:Nie wyobrażam sobie życia sama bez Niego, a z kimś innym to już w ogóle....To samo dzisiaj napisałam w innym wątku :( Mogę sobie wyobrazić, co czujesz. Nie ma żadnej logicznej rady na takie problemy. Czas leczy rany. Skoro kochasz tak mocno, to pewnie nigdy go nie zapomnisz, ale z czasem zrozumiesz, że tak po prostu jest lepiej... dla Ciebie lepiej. Dołączył: 2012-04-01 Miasto: Poznań Liczba postów: 463 25 lutego 2013, 00:08 Szaleję z tęsknoty. Po przebudzeniu od razu pojawia mi się na ustach Jego imię i od razu w płacz i uświadamianie sobie, że to wszsytko to nie sen... Dzień w dzień to samo, brakuje już sił. Dołączył: 2012-04-01 Miasto: Poznań Liczba postów: 463 2 marca 2013, 18:02 Wczoraj dowiedziałam się od Niego, że robię mu burdel w głowie i że lepiej mu beze mnie, że poznał lepsze życie. Trzy tygodnie po rozstaniu on już bawi się z innymi, tak jak do tej pory trzymał tylko z facetami, tak teraz same koleżanki i rozmowy sam na sam. Zaczynam przestawać wierzyć w bajkę o tym, że mnie kochał i argumenty czemu nie możemy być razem... Boję się, że moja Miłość okazała się zwykłym dupkiem, który skończył związek, żeby móc zaszaleć (o ile już nie zaczął tego robić wcześniej....). KtoPytaNieBladzi 2 marca 2013, 18:17 olgucha16 napisał(a):Wczoraj dowiedziałam się od Niego, że robię mu burdel w głowie i że lepiej mu beze mnie, że poznał lepsze życie. Trzy tygodnie po rozstaniu on już bawi się z innymi, tak jak do tej pory trzymał tylko z facetami, tak teraz same koleżanki i rozmowy sam na sam. Zaczynam przestawać wierzyć w bajkę o tym, że mnie kochał i argumenty czemu nie możemy być razem... Boję się, że moja Miłość okazała się zwykłym dupkiem, który skończył związek, żeby móc zaszaleć (o ile już nie zaczął tego robić wcześniej....).z jednej strony może tak być, ale z drugiej może to jest dla niego ucieczka od tęsknoty za Tobą. Bawi się z innymi, żeby nie myślec o Ty znasz powód, przez który nie możecie być razem. Radzę jednak nie analizować dlaczego tak się zachowuje, bo to Cię jeszcze bardziej pogrąży :(Trzymaj się! Dołączył: 2012-04-01 Miasto: Poznań Liczba postów: 463 2 marca 2013, 18:45 KtoPytaNieBladzi napisał(a):olgucha16 napisał(a):Wczoraj dowiedziałam się od Niego, że robię mu burdel w głowie i że lepiej mu beze mnie, że poznał lepsze życie. Trzy tygodnie po rozstaniu on już bawi się z innymi, tak jak do tej pory trzymał tylko z facetami, tak teraz same koleżanki i rozmowy sam na sam. Zaczynam przestawać wierzyć w bajkę o tym, że mnie kochał i argumenty czemu nie możemy być razem... Boję się, że moja Miłość okazała się zwykłym dupkiem, który skończył związek, żeby móc zaszaleć (o ile już nie zaczął tego robić wcześniej....).z jednej strony może tak być, ale z drugiej może to jest dla niego ucieczka od tęsknoty za Tobą. Bawi się z innymi, żeby nie myślec o Ty znasz powód, przez który nie możecie być razem. Radzę jednak nie analizować dlaczego tak się zachowuje, bo to Cię jeszcze bardziej pogrąży :(Trzymaj się! Po prostu chce flirtu, zabawy i seksu z innymi. Widać to na kilometr i myślę, że już przed rozstaniem tego chciał. A ja naiwna i głupia zawsze we wszystko mu wierzyłam... Kocham Go ale równocześnie nienawidzę. Dołączył: 2012-05-14 Miasto: Warszawa Liczba postów: 2240 2 marca 2013, 23:10 Słuchaj, a moze to coś takiego? :Tylko to dłuzej trwa u Was niż na obrazku. Ale co Ty byś chciała, żeby popadł w ułomność społeczną i celibat skoro nie jesteście razem? Skoro oboje wiecie, że nie możecie być razem, to jaki jest sens się umartwiać? Idź za jego mówię tego na chamsko, nie chcę być złośliwa, współczuję Ci. Edytowany przez Mycella 2 marca 2013, 23:13 Dołączył: 2012-04-01 Miasto: Poznań Liczba postów: 463 3 marca 2013, 09:10 Mycella napisał(a):Słuchaj, a moze to coś takiego? :Tylko to dłuzej trwa u Was niż na obrazku. Ale co Ty byś chciała, żeby popadł w ułomność społeczną i celibat skoro nie jesteście razem? Skoro oboje wiecie, że nie możecie być razem, to jaki jest sens się umartwiać? Idź za jego mówię tego na chamsko, nie chcę być złośliwa, współczuję Ci. Chodzi o to, że to jest strasznie przykre, że po takim czasie wspólnego życia, na drugi dzień po zapewnieniach kocham Cię i nie chcę żadnej innej, okazuje się, że ja wcale nie byłam dla niego taka ważna. Dla mnie zaczyna się powoli etap w którym przestaję idealizować nasz związek no i Jego. I tak powoli do mnie dochodzi, że może powód dla którego się rozstaliśmy jest trochę przerysowany i kryje się za nim coś zupełnie innego, czyli chęc wolności. Przez szacunek do mnie i do moich uczuć (jeśli mu choć trochę jednak zależy) mógłby dać mi również trochę czasu na pogodzenie się z rzeczywistością. No, ale może się mylę i człowiek potrafi z dnia na dzień zmienić swoje życie, uczucia i wartości. Dołączył: 2012-05-14 Miasto: Warszawa Liczba postów: 2240 3 marca 2013, 10:53 To by było zbyt piękne;) A tak poważnie, może on właśnie cieszy się z tej wolności (oby się nią zachłysnął :P) i to był ten powód zerwania? Wtedy na prawde nie masz za kim płakać i dziękuj mu w duchu, że zostawił Cię - im szybciej tym drugiej strony może ta Wasza sytuacja jest serio beznadziejna i on chce jakoś stłamsić brak Ciebie (w co po Twoim ostatnim poście wątpię).Staraj się o nim nie myśleć, nie pisz o nim na tym forum, bo po co masz rozdrapywać rany. Przemilcz jego temat, dla własnego dobra. Umorasz sie z tym, daj sobie tylko trochę czasu. "nie ma ludzi niezastąpionych" ;)Buziak:* Dołączył: 2012-04-01 Miasto: Poznań Liczba postów: 463 3 marca 2013, 15:15 Mycella napisał(a):To by było zbyt piękne;) A tak poważnie, może on właśnie cieszy się z tej wolności (oby się nią zachłysnął :P) i to był ten powód zerwania? Wtedy na prawde nie masz za kim płakać i dziękuj mu w duchu, że zostawił Cię - im szybciej tym drugiej strony może ta Wasza sytuacja jest serio beznadziejna i on chce jakoś stłamsić brak Ciebie (w co po Twoim ostatnim poście wątpię).Staraj się o nim nie myśleć, nie pisz o nim na tym forum, bo po co masz rozdrapywać rany. Przemilcz jego temat, dla własnego dobra. Umorasz sie z tym, daj sobie tylko trochę czasu. "nie ma ludzi niezastąpionych" ;)Buziak:* Do przedwczoraj byłam przekonana, że chodzi o drugi przypadek, jednak po rozmowie z Nim (wiem, zawaliłam i się odezwałam, głupia!) zaczynam nabierać pewności, że to jednak może ten pierwszy. Zaczyna do mnie docierać, jak wyglądał nasz związek. Pisanie o nim tutaj jest jedną z nielicznych rzeczy, które sprawiają mi ulgę :) A piszę już w prawie każdym nowym wątku :P Widzę jednak po sobie, że idę powoli do przodu i wchodzę w kolejne etapy po rozstaniu. Kocham Go, nie wyobrażam sobie życia bez Niego, nie chcę nikogo innego, ale... paradoksalnie!! nie chcę już nigdy z Nim być (chociaż wyobrażenie, że wraca z podkulonym ogonem, nie ukrywam, sprawiłoby mnóswo satysfakcji, jednakże po tym jak się zachowuje chyba nie mogę na to liczyc:P)